niedziela, 27 grudnia 2009
afrykanski autostop
marzenia sie spelnily! autostop w Afryce zaliczony! dokladniejsza relacja wkrotce!
środa, 11 listopada 2009
Pozdrowienia z Afryki
rozwiewam wszelkie obawy: blog nie umarl, a jego wlascicielka ma sie bardzo dobrze i obecnie przebywa w Zambii, gdzie bardzo jej dobrze, tylko z internetem i czasem kiepsko i nie zanosi sie aby stamtad powrocila przez najblizsze 11 miesiecy... wszystkich spragnionych wiesci z Zambii zapraszam na http://ewawafryce.blogspot.com jesli uda mi sie tu jakiegos stopa zlapac to nie omieszkam sie tego szczegolowo tutaj opisac. Puki co rozgladam sie za jakims godnym, meskim towarzyszem podrozy i czekam na grudniowe wakacje...
sobota, 18 kwietnia 2009
Wyszperane w necie
Dawno nie odświeżałam mojej listy linków podróżniczych, a tymczasem
pojawiło się kilka interesujących stron autostopowych i backpackerskich. Szczególnie polecam portale społecznościowe: http://www.autostopek.pl/ - bardzo dużo przydatnych porad i informacji, a do tego ciekawe opcje społecznościowe, jak szukanie kompana podróży, info o imprezach podróżniczych. Portal stale się rozwija, szkoda tylko że dość słabo jest wypromowany. No więc promuję, bo stronka naprawdę rewelacyjna :) http://hitchwiki.org/en/Main_Page - czyli autostopowa skarbnica wiedzy w kilku językach - niestety nie po polsku http://www.koniecswiata.net/ - serwis backpackerski, serwis programu "Trójka przekracza granice" . Stronę współtworzą "przewodnicy" - ludzie którzy mieszkali lub wielokrotnie podróżowali po danym kraju. Tworzona jest baza danych o każdym kraju na świecie. Polecam! http://autostopem.blox.pl/html - a tu kolejny autostopowy blog, sporo fajnych praktycznych informacji, między innymi autostopowe rozmówki norweskie, łotewskie i ukraińskie :) Kilka tygodni temu jak co roku wyprałam się na Ogólnopolskie Spotkania Podróżników, Żeglarzy i Aplinistów "Kolosy" http://www.kolosy.pl/ . Tym razem miałam okazję uczestniczyć w tej imprezie jakby od kuchni, bo byłam wolontariuszką w biurze organizatorów. Była to okazja do poznania niesamowitych, pozytywnie zakręconych ludzi, których życie kręci się wokół podróży, którzy dzięki wierze w potęgę marzeń dokonali niesamowitych rzeczy. Szalenie inspirujące spotkania :) Zapraszam na strony kolosowiczów : http://www.buzki.net/ - Jola i Jarek (i Róża) Kania - laureaci nagrody publiczności. Podróż poślubna dookoła świata. Wyjechało dwoje, wróciło troje :) http://yakooseska.blox.pl/html - Znomadzona Beata - autostopowiczka 6 miesięcy na Saharze http://www.rowerem.zehej.pl/ - Krzysiek - pojechał na Olimpiadę do Pekinu...rowerem http://www.pielgrzymowanie.com/ - Damian i Rafał - rowerowa pielgrzymka pokoju (wszystkie drogi prowadzą do Pekinu :))
sobota, 11 kwietnia 2009
"Jeszcze mniej niż nic" - o autostopowiczkach w habitach
Nigdy w drogę nie wyruszają same – zawsze we trzy. Często jeżdżą autostopem, ale gdy jest taka potrzeba, korzystają z innych środków lokomocji. Taka podróż to też forma żebrania o ludzką dobroć, życzliwość, o Bożą opiekę. – Nieraz się zdarzało, że stałyśmy na drodze i nikt nie chciał się zatrzymać. I wtedy mówiłyśmy: Panie Boże, skoro nas posyłasz tam, gdzie jedziemy, to nie zostawiaj nas tutaj samych na tej drodze, tylko przyślij jakiś szybki samochód – wspomina mała siostra Martine i opowiada historię podróży do Francji. – Miałyśmy tylko pięć dni, by dotrzeć na śluby wieczyste naszych sióstr. I zawsze, kiedy wydawało nam się, że zostaniemy na noc bez dachu nad głową, nagle pojawiało się eleganckie BMW, które pędząc 250 kilometrów na godzinę, wiozło nas do celu. A ja z radości po cichu sobie powtarzałam: Super, Panie Jezu, po prostu super! W podróży jest różnie: niektórzy kierowcy zagadują, pytają o cel wyprawy, o życie zakonne, o ubóstwo. – Czasami te rozmowy są bardzo głębokie, stajemy się dla ludzi świadectwem, że Pan Bóg jest, że się nami opiekuje, troszczy się o nas. Że nawet ten samochód, którym teraz jedziemy, to Jego dar dla nas – mówi mała siostra Rafaela. Historii z podróży mają całe mnóstwo: godzinami mogłyby opowiadać o ludziach, którzy im pomogli, przyjęli na nocleg, nakarmili. O kierowcach, którzy nadkładali drogi, by dowieźć je na miejsce. O tym, jak dzwonili, by się upewnić, że bezpiecznie dotarły. O przypadkach, zbiegach okoliczności, o szczęściu. – Stoimy pewnego razu przez dwie godziny na mało uczęszczanej drodze. Nie ma samochodów, nie ma się kto zatrzymać. Zaczęłyśmy mówić różaniec. Kończyłyśmy właśnie pierwszą dziesiątkę, gdy przed nosem przemknęło nam pierwsze od dłuższego czasu auto. Wstąpiła w nas nadzieja, ale niestety kierowca nie zwrócił na nas uwagi i pomknął dalej. Trudno. Zaczęłyśmy z ufnością odmawiać kolejną dziesiątkę. I po chwili, nie wierząc własnym oczom, zobaczyłyśmy, że ten sam kierowca wraca po nas. – Pan Bóg by mi nie wybaczył, gdybym sióstr nie zabrał, dlatego zawróciłem – tłumaczył się chwilę później. Jestem żebraczkąZima 2006 rok. Na dworze straszny mróz – 25 stopni Celsjusza. Siostry dostały trochę jedzenia, teraz muszą przygotować posiłek. Zazwyczaj siadają na ławce – w parku albo na ulicy. Szykują kanapki. Czasami się podzielą z innym biednym, ale tego dnia nie mają gdzie przysiąść, są zmarznięte, muszą się ogrzać. – Chodziłyśmy po ulicy, szukając jakiegoś ciepłego miejsca, na przykład baru – nic nie było w pobliżu. Wreszcie wypatrzyłyśmy pizzerię – przypomina sobie małą siostra Rafaela. Zajrzały do środka. Właściciel ze zdziwieniem popatrzył na niecodziennych gości w habitach. Zgodził się, by usiadły przy stole, zaproponował herbatę. Gdy zabrały się do szykowania kanapek, zaprotestował. – Niech siostry sobie nie żartują, my wam zaraz damy jeść – i kilkanaście minut później na stole pojawiła się ogromna gorąca pizza. – Ale najważniejsze było to, że ten mężczyzna usiadł z nami przy stole i zaczął rozmawiać o swoim zranieniu, nieudanym małżeństwie, o księdzu, który go upokorzył w dzieciństwie – wspominają. – Robimy tak jak św. Dominik: prosimy o jedzenie i głosimy słowo Boże – tłumaczą. Rafaela: – Mogłabym zadzwonić do znajomych i powiedzieć: „Przyślijcie mi to i to”, ale nie o to chodzi w naszym życiu. My jesteśmy zakonem żebraczym. Zechce nas ktoś obdarować – będziemy miały. Nie zechce – trudno. Nic nam się nie należy. Być ubogim w świecie, gdy tylu jest ubogich – tak widzą swoje powołanie. Nie mieć nic. Dzielić się tym, co dostaną. Kiedy chorują, chcą leczyć się w szpitalach dla najbiedniejszych. Czasami jedzą razem z bezdomnymi w jadłodajni. – Doświadczamy wtedy tego, że jesteśmy takie same jak oni: ani lepsze, ani gorsze. Jednakowo ubogie – mówi mała siostra Rafaela. I dodaje: – To Bóg nas do nich posyła, byśmy mogły im powiedzieć: jesteście naszymi braćmi. Zdarzyło się, że biedak zaczepił je na ulicy i poprosił o pieniądze. – Nie mamy pieniędzy, same jesteśmy biedne i prosimy innych o chleb. Gdy to usłyszał, wysupłał z kieszeni swoje drobniaki i chciał nam je dać – przypominają sobie. Rafaela nigdy nie zapomni swojej pierwszej misji w Polsce. Zostały zaproszone do Krakowa. Spały na plebanii w Nowej Hucie. W południe poszły do pobliskich bloków. – Do tej pory mieszkałam w naszych domach za granicą i prosiłam o jedzenie po francusku albo po włosku. Teraz miałam te same słowa powiedzieć po polsku. I jakoś nie chciały mi przejść przez gardło. Chyba pierwszy raz dotarło do mnie, że ja nic nie mam, że jestem żebraczką. Słowo żebrak to problem, ale nie dla nich, bo jak św. Dominik, idą za Jezusem żebrzącym o miłość człowieka. Problem mają ich rodziny. Niektórzy rodzice nie mogą pogodzić się z wyborem córki, potrzebują bardzo dużo czasu, by oswoić się z tym słowem. Żebranie nie jest łatwe. Nabiera sensu tylko w Jezusie, który posyła swoich uczniów „bez złota i srebra”. Trzeba się poniżyć, trzeba prosić o czyjąś łaskę. Trzeba się przyznać: nie mam nic. Kiedy przed laty szukały materiału na habity, wysłały list do jednej z firm we Francji. Napisały, że z własnego wyboru są ubogimi misjonarkami i nie mają za co kupić tego materiału, więc proszą o dar. Dostały. Nim zamieszkały we fraterniach, korzystały z ludzkiej gościny, ale przyszedł moment, że zdecydowały, by w każdym kraju było jedno stałe miejsce wspólnoty. Nie miały pieniędzy na wznoszenie nawet najskromniejszych domów, więc znów prosiły: o deski, cegły, cement, glinę. O farbę. O klamki, okna. – Wielu ludzi się z nami zaprzyjaźnia, pomaga nam, przesyła dary, czasem pieniądze. To są takie prezenty od Pana Boga – mówi mała siostra Martine. Mogłyby mnożyć historie o spotkaniach z ludźmi, o długich rozmowach – trudnych, bolesnych, czasem radosnych, bo każde takie spotkanie – choćby najkrótsze – to jakaś historia. Lubią opowiadać o ubogiej rodzinie z Argentyny, do której trafili mali bracia. Poprosili o jedzenie. Ale rodzina nic nie miała. Matka wysłała jednak dzieci do sklepu, by zrobiły zakupy na „krechę”. Po kilku latach, zupełnie przypadkiem bracia trafili w to samo miejsce. Jedna z córek poznała ich i zaprowadziła do rodziców. – Krótko po waszej wizycie wszystko się u nas się zmieniło. Mąż znalazł pracę, mamy z czego żyć – usłyszeli. Martine pamięta dobrze, jak przed laty zapukała do jednego z domów. Poprosiła o chleb. Podenerwowany mężczyzna zaczął strasznie krzyczeć. – Wynocha na ulicę! – wrzasnął i z całej siły zamknął jej przed nosem drzwi. – Mogłam te słowa odebrać jak bardzo raniące. Ale w pewnej chwili uświadomiłam sobie, że ten człowiek ma rację: moje miejsce jest na ulicy. Potraktowałam to jak proroctwo. Moją misją jest ulica, by iść na spotkanie z ludźmi. * * * – Z głównej drogi pojedzie szanowna pani w lewo, pod górę i już będzie widać takie małe chatki, jak dla krasnoludków – kieruje mnie rowerzysta, który pod sklepem rozgrzewa się buteleczką piwa. – Siostry to jak dar z nieba dla nas – mówi chętny do pogawędki. Odstawia rower, opiera się o mój samochód, chcąc najwyraźniej kontynuować rozmowę. – Widzi pani, my tu różnie żyjemy. Jedni mają więcej, drudzy mniej. Jedni budują duży dom i wielkie ogrodzenie, innych stać tylko na małą chałupę. A siostry nie mają nic. I wie pani co? One są chyba najszczęśliwsze. Artykuł Katarzyny Kolskiej o Małych Siostrach Baranka ukazał się w miesięczniku W Drodze (nr 3/2009). Całość możecie przeczytać tutaj http://www.mateusz.pl/wdrodze/nr427/10.htm
poniedziałek, 06 kwietnia 2009
poniedziałek, 30 marca 2009
MÓJ NOWY BLOG: MISYJNIE.BLOX.PL
Założyłam nowego bloga: http://misyjnie.blox.pl (Nie znaczy to oczywiście że tego porzucam :P) W tym roku planuję długą i daleką podróż i tym razem nie będzie to podróż autostopowa. Wyjeżdżam na misje do Afryki (jeszcze czekam na potwierdzenie dokładnego miejsca dokąd trafię) z Międzynarodowego Wolontariatu Don Bosco. To pragnienie siedziało we mnie od dawna i powoli zaczyna się stawać rzeczywistością. Na nowym blogu będę opisywać moje przygotowania do wyjazdu i oczywiście dostarczać relacje prosto z Afryki. Więcej o MWDB możecie przeczytać na http://www.wolontariat.salezjanie.pl
piątek, 06 lutego 2009
Trochę zdjęć z Rumunii
Łąki w Maramuresz Chata w Bukowinie Bukowina Bukowina Na targu Bartek z Martyną w królestwie arbuzów
niedziela, 24 sierpnia 2008
powrot do cywilizacji
no i znowu w Rumunii - od wczoraj Timisoara...nasza wyprawa powoli zmierza ku
koncowi...uczucie podrozniczego spelnienia stale rosnie - czas juz
wracac do domu. Od wczoraj jestesmy w Timisoarze, jutro wyruszamy,
jeszcze tylko ostatni przystanek w Szodliget i dalej prosto do Polski! nasze poprzednie plany spontanicznie i radykalnie ulegly zmianie, po magicznej wizycie w Istambule zamiast z powrotem na Bulgarie i Rumunie, obralismy kurs w strone Grecji, a nastepnie Serbii by na kilka dni trafic do zupelnie innej rzeczywistosci i zaszyc sie gleboko w gorach w towarzystwie 500 dziwnych ludzi na pewnym niezwyklym festiwalu...po totlanym zdziczeniu od wczoraj powoli przyzwyczajamy sie do cywilizacji... mnostwo przygod wydarzylo sie na tej wyprawie, mnostwo spotkanych niezwyklych ludzi, mnostwo niesamowitych miejsc i dziwnych srodkow transportu. takiej wyprawy to jeszcze nie bylo! troche czasu zajmie opisanie tego wszystkiego. od poczatku wrzesnia planuje zamieszczac na blogu codziennie zamieszczac relacje z jednego dnia wyprawy. tych ktorych gryzie ciekawosc zapraszam do roboczej galerii http://picasaweb.google.com.tr/easttrip jednak ostrzegam ze foty sa nieprzebrane i niekompletne... Pozdrawiam i do zobaczenia w Polsce!
środa, 06 sierpnia 2008
Pozdrowienia z Rumunii!
no wreszcie dopadlam Internet. przypuszczam ze do konca sierpnia raczej nie macie co liczyc na jakies dluzsze relacje i impresje - wyciskam z podrozy ile sie da i raczej na internetowe posiedzenia nie mam czasu...ale po powrocie obiecuje wyczerpujaca relacje! Rumunia jest genialna! tak w telegraficznym skrocie: mamy juz za soba Maramuresz, Bukowine, teraz trafilismy po niesamowitego wielkiego, kolorowego, transylwanskiego domu w wiosce pod Sigishoara. Jutro moze wypad do Sibiu, potem moze Braszow i uderzamy nas Morze Czarne i wzdloz wybrzeza do Bulgarii i Stambulu. No i spowrotem chcem jeszcze spenetrowac troche miejsc Rumunii. moze uda mi sie jakos w miedzczasie zrzucic jakies fotki... czekajcie na relacje!
poniedziałek, 28 lipca 2008
No to znowu w drodze...
Czas opuscic przytulna plebanie w Szodliget i ruszyc w dalsza droge.
Planujemy dotrzec dzisiaj do Rumunii. A potem Bulgaria i Turcja. Za
kilka dni spotkamy sie z resta ekipy - Bartkiem,Martyna, Judyta i
tajemnicza kolezanka... Za minute stratujemy. Zaczyna sie na dobre
kolejna autostopowa wyprawa - najdluzsza jaka do tej pory odbylam.
napisze wiecej jak juz dojade, bo szkoda stracic teraz kazda minute we wspanialym Szodliget ...
piątek, 25 lipca 2008
Wegierskie rozmowki autostopowe i ogŁoszenie drobne-kto chetny do Rumunii?
1. Moja kumpela, a zarazem kompanka podrozy - Judyta, poszukuje
towarzystwa na podroz z Polski do Rumunii (i ewentualnie tez wyprawe
Rumunia, Bulgaria, Turcja - wracamy pod koniec sierpnia). Sprawa jest
taka, ze pozostala czesc ekipy na wyprawe jest juz na Wegrzech, a
Judyta musi do nas dojechac, a nie chce jechac sama. Planowany wyjazd
- wtorek, 29 lipca z Gdanska (do negocjacji). Kto chetny? 2. Sezon autostopowy zaczal sie na dobre, a wraz z nim troche sie o nim pisze w prasie...z racji prowadzenia bloga stalam sie chyba dyzurna krajowa autostopowiczka dla dziennikarzy :) Zapraszam do przeczytania artykuŁu o autostopie ze mna w roli glownej w magazynie Pielgrzym. Fragment na stronie http://www.pielgrzym.pelplin.pl/?m=1&ma=1286&arch=&mn=142 Inny atykul ukazal sie w Gazecie Pomorskiej: http://www.gp24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20080711/LATO/142555975&SearchID=73324881051435 3.AUTOSTOPOWE ROZMOWKI POLSKO-WEGIERSKIE Oto kolejna porcja rozmowek autostopowych - tym razem wegierskich. Wegrzy raczej nie naleza do poliglotow, a to ze ich jezyk jest totalnie niezrozumialy i niepodobny do zadnego innego, wcale nie motywuje ich do nauki jakiegos jezyka w ktorym sie porozumieja z cudzoziemcami...jesli juz raczej predzej jest to niemiecki, niz angielski. Wszyscy Wegrzy ktorzy do tej pory mnie brali na stopa byli niesamowicie pomocni i sympatyczni (jeden nadrobil dla nas 80 km i wysadzil prosto na granicy, inny bladzil z nami po Budapeszcie, aby odszukac adres) - gdybym ja ich tylko mogla zrozumiec :D kiedys wpakowalysmy sie do pewnego Wegra i dopiero w samochodzie zorientowalysmy sie ze droga ktora jedzie nie do konca nas urzadza, a wrecz jest totalnie nie po naszej mysli...niezle musialysmy sie nagimnastykowac aby mu wytlumaczyc ze chcemy wysiasc na najblizszej stacji :D smiechu przy tym bylo mnostwo :D za to moj ostatni kierowca mial patent na przeskoczenie bariery jezykowej - zadzwonil do swojego kumpla ktory ma zone Polke, ale mowi tez po wegiersku - cala droge sluchawka wedrowala raz to do niego raz to do mnie... :D zapis rozmowek jest fonetyczny - niestety polskie znaki w pelni nie oddaja brzmienia wegierskiego, ale mam nadzieje ze was jakos zrozumieja. rozmowki przydadza sie nie tylko przy podrozy na Wegry - wybierajac sie do Siedmiogrodu, rowniez warto sie w nie zaopatrzyc - mieszka tam wielu Wegrow, ktorzy duzo chetniej beda rozmawiac po wegiersku niz rumunsku. Serdeczne pozdrowienia dla ksiedza Jerzego! KŐSZŐNŐM SZÉPEN! Polak, Wegier - dwa bratanki, i do szabli i do szklanki - Madziar, Lendziel kejt jo borat, edziut horcol, isso borat. (podbijemy serca naszych wegierskich kierowcow, jesli na dzien dobry zaserwujemy im to powiedzonko w ich ojczystym jezyku) tak - igen nie - nem dzien dobry - jo napot kiwanok dobranoc - jo ejsokat dowidzenia - visontlataszro prosze - kejrem Dziekuje bardzo! - Kysynym sejpen przepraszam - elneziszt Jestem autostopowiczem Autostoposz vodzjok Czy jedzie Pan do ? - Tetcik-e menni (Budapesztre)? Dokad Pan jedzie? - Howa tetcik menni? Czy mozemy jechac z panem - Eltetcik winni bennynket? Czy zabierze nas Pan do...? eltetcik winni bennunket budapeszte? Wszystko jedno dokad Pan jedzie... Byle sie stad wydostac! - barhowa tetzik menni...czok menekyljiunk innen! Ile to km? - Hań kilometer woni? Czy moze to pan pokazac na mapie? - meg tetzik mutotni ezt o tyrkejpen? Nie jest to dla nas dobra droga - Ez oz ut nekunk nem ju Ile czasu zajmuje podroz do...? - Meni idy olot irunk oda? Jak dlugo bedziemy czekac? - Mijen hossu o warokozasz? O ktorej Pan wyjezdza? - Hań ora kŁor tetcik el in dulni? Wyruszam o... - Indulok ... orakŁor O ktorej bedziemy na miejscu? - MikŁor irunk oda? Czy moze pan zabrac trzy osoby? - Elfirunk harmon? Jest nas troje - Harmon vodzjunk Moge zabrac tylko 2 osoby - Czok kejt semij elfier. Nie mam juz miejsc - Nincz tybb hej. Czy moge schowac bagaz do bagaznika? - O hati żakomot betetzetek o czomogtortubo? Moze Pan otworzyc bagaznik? - Ledziensiwesz kinitni o czornogtortujat? nie mam pieniedzy - Nincz nalom pejnz Prosze zatrzymac sie tutaj -Siveszkedzien it mek alni. chcialbym wysiasc w - ...-en seretnink lessalni Chcialbym wysiasc na stacji benzynowej - O benzin kudnal seretnink lessalni samochod - koczi/auto ciezarowka - teher-koczi autostrada - autopajo stacja benzynowa - benzinkut parking - porkolohej pauza - sunet zjazd - kijarot wjazd - bejarot pobocze - teszt ut sejlen granica - hotar namiot - szator plecak - hatiżak Jestem/jestesmy z Polski - Lendzjel wodzjok / Lendjielek wodziunk Planuje dotrzec do... - Seretnnik ... jutni jedziemy juz od ... godzin - mar ... orat utozunk Skad Pan jedzie? - (of) Honnon tetzik jinni? Dziekuje bardzo! - Kysynym sejpen! Jestem bardzo wdzieczny - Nodzjon halasz vodzjok Bardzo nam Pan pomogl/pomogles - Mert nodzion tetzet szegiteni nekunk Udanej podrozy! - Jo utot kiwanunk! Nie mowie po wegiersku - Nem besejlek modziorul prosze powtorzyc - Leched mig etiser meg iszinitelni prosze mowic wolniej - Ledzien siwesz loszszobbon besyjleni nie rozumiem wegierskiego - Nem irtem modziorul czy mozemy tu rozbic namiot? - Szator oz hotung it? czy mozemy tu zostawic nasze bagaze? El hothotunk-e it o hatiżakot? czy wie Pan gdzie jest ulica...? - Tetcik-e tudni hol won ez oz utco? P.S. Praktyczne info dla wszystkich ktorzy wybieraja sie do Budapesztu - dla obywateli UE wstep do Parlamentu oraz niektorych muzeow jest bezplatny! Bupapeszt jest najpiekniejszy noca, i cudownie wyglada wtedy panorama ze wzgorza Gelerta. Kto chetny na Rumunie? - ogloszenie drobne
Moja kumpela, a zarazem kompanka podrozy - Judyta, poszukuje
towarzystwa na podroz z Polski do Rumunii (i ewentualnie tez wyprawe
Rumunia, Bulgaria, Turcja - wracamy pod koniec sierpnia). Sprawa jest
taka, ze pozostala czesc ekipy na wyprawe jest juz na Wegrzech, a
Judyta musi do nas dojechac, a nie chce jechac sama. Planowany wyjazd
- wtorek, 29 lipca z Gdanska (do negocjacji). Kto chetny? P.S. Zapraszam do przeczytania artykuŁu o autostopie ze mna w roli glownej w magazynie Pielgrzym. Fragment na stronie http://www.pielgrzym.pelplin.pl/?m=1&ma=1286&arch=&mn=142
środa, 23 lipca 2008
Rumunskie rozmowki autostopowe
AUTOSTOPOWE ROZMOWKI POLSKO-RUMUNSKIE ponizsze
rozmowki sa zapisem fonetycznym - pisownia rumunska jest nieco inna.
mam nadzieje ze ponizszy zbior slow przdatnych w podrozy jest
wyczerpujacy, czekam na sugestie co jeszcze powinno sie w nim znalezc. Koszonom szepen Pisti!!!!! Wkrotce rozmowki wegierskie (oj bo z Wegrami to ciezko sie dogadac...mam okazje tego doswiadczyc od ponad tygodnia... - jesli chodzi o Rumunie to okaze sie w poniedzialek...) - moga byc rowniez przydatne w Rumunii jesli wybieracie sie np do Siedmiogrodu. na tureckie trzeba bedzie jeszcze troche poczekac ale postaram sie je przygotowac jeszcze w te wakacje... tak - da nie - nu dzien dobry - bune di mieniaca dobry wieczor - buona sera dobranoc - notte buna! dowidzenia - la revedere! prosze - terog Dziekuje bardzo! - Mulcumesk mult! przepraszam - skuze/ skuzacima Jestem autostopowiczem(autostopowiczka - sunt autostopist/(a) Czy jedzie Pan do ? - Merdżem la...? Dokad Pan jedzie? - Unde merdżets? Czy mozemy jechac z panem - (of) Putemse merdżem ku dumnia vostra? / Putemse merdżem ku tine? Czy zabierze nas Pan do...? (of) Acputia se neduczec la... / Ajputia se neducz la... Wszystko jedno dokad Pan jedzie... Byle sie stad wydostac! - Nukontiaza unde mercz, noi wrem se plekam de aicz! Ile to km? - Kits kilometri? Czy moze to pan pokazac na mapie? - Ajputia sami arec peharte? Nie jest to dla nas dobra droga - Aczesta nujeste drumul bun pentrum noj Ile czasu zajmuje podroz do...? - Kyd duriasa drumul puna la...? Jak dlugo bedziemy czekac? - Kyd timp trebuje sa aszteptan? O ktorej Pan wyjezdza? - Kund wei porni? Wyruszam o... - Jeunczep la ora... O ktorej bedziemy na miejscu? - Kund wom ażundzie akolo? Czy moze pan zabrac trzy osoby? -Ajputia saducz trej persone? Jest nas troje - Nojsumtem trej. Moge zabrac tylko 2 osoby - Potsajał numaj dołe person kumine. Nie mam juz miejsc - Maszina jest teplina. Czy moge schowac bagaz do bagaznika? - Aszputia sami pun bagażul yn porbagaż? Moze Pan otworzyc bagaznik? - Ajputia so deskiz portbagaż? ile to bedzie kosztowac - Kyt kosta? to za duzo - Je priamult. nie mam pieniedzy - Nu am ban. Prosze zatrzymac sie tutaj -Terog, opreszte aicz chcialbym wysiasc w - Vreuse kobor yn... Chcialbym wysiasc na stacji benzynowej - Wreu sakobor lao benzinerije samochod - maszina ciezarowka - kamion autostrada - autostrad bramki na autostrade - płarda stacja benzynowa - benzinerije parking - parkare pauza - pauza zjazd - jeszire wjazd - intrare pobocze - banda de łordżenca /awaria granica - wama namiot - kort Jestem/jestesmy z Polski - sunt polonez(e) / suntem din Polonia Planuje dotrzec do... - Planuim samerdżem un... jedziemy juz od ... godzin - suntem pedrum de ... ore. Skad Pan jedzie? - (of) De unde wenic?, De unde wi? Dziekuje bardzo! - Mulcumesk mult! Jestem bardzo wdzieczny - Sunforte rekunoskator(a)! Bardzo nam Pan pomogl/pomogles - Niac ażutat mult / Niaj ażutat mult Udanej podrozy! - Drum bun! Nie mowie po rumunsku - Nu worbesk romaneszte. prosze powtorzyc - Repete terog prosze powtorzyc wolniej - Terog repete ynko odala inczet. prosze mowic wolniej - Terog worbeszte respikat. nie rozumiem - nu inseleg czy mozemy tu rozbic namiot? - Putemsa punem kortul aicz? czy mozemy tu zostawic nasze bagaze? - Putemsa lesem bagażui aicz? czy wie Pan gdzie jest ulica...? - Acputia sem spunec unde jeste strada asta?
poniedziałek, 14 lipca 2008
Towarzystwo na stopa pilnie poszukiwane! - Wegry
Czy ktos moze bedzie wracal do Polski przez Wegry w okolicach 26-31
lipca? Jako ze po naszym wolontariacie na Wegrzech w Szodliget pod
Bupadesztem ja z kolega ruszamy w dalsza autostopowa trase (Rumunia,
Bulgaria, Turcja), nasza kumpela Agnieszka nie ma z kim wracac do
Polski (niestety nie moze pojechac dalej z nami) - dlatego tez szuka
towarzystwa. Wiec jesli ktos akurat bedzie sie szwendal w tym czasie w
tym rejonie, to niech da znac! Szczegolnie apel do samotnych
autostopowiczow plci meskiej (ale oczywiscie nie tylko) - gwarantuje wam ze z Agnieszka duzo
szybciej i przyjemniej minie wam podroz!
sobota, 12 lipca 2008
Jak zwykle mam nieprzyzwoite szczescie :)
Pozdrawiam serdecznie z Wegier! Jestem na miejscu i czekam na reszte, wiec mam troche czasu by zrelacjonowac wczorajsza podroz... Od niepamietnych czasow wreszcie mam mozliwosc napisania troche dluzszej notki – coz za cudowne uczucie miec za duzo czasu i zadnych spraw w tym momencie na glowie. :) Wbrew wczesniejszym planom niespodziewanie dojechalam tutaj sama i co najdziwniejsze jako pierwsza (chociaz wyruszlam dzien pozniej)
Ale zacznijmy od poczatku.... W czwartek zawiozlam czesc swoich manatkow z Poznania do Torunia (nie ma to jak autostopowe przeprowadzki :-) ), polatalam troche po torunskich dziekanatach, i wyprawilam Age i Tomka do Krakowa – oni juz w czwartek rozpoczeli nasza wiekla podroz, ja tymczasem musialam jeszcze wrocic do poznania, pozalatwiac jeszcze popoludniu pare spraw. Taki wiec szybki kursik w ta i spowrotem – rozgrzewka przed nastepnym dniem. Plan byl taki ze wystartuje z Poznania o 4 rano, w tym czasie aga i tomek pozwiedzaja sobie jeszcze krakow i dolacze do nich gdzies na poludniu. Coz, zamiast o 4 rano wyruszlam o 8 , za nim sie przebilam przez caly Poznan byla 9...bezskutecnie probowalam lapac stopa na glogowskiej, mialam kiepska miejscowe do zatrzymania. Mialam niemilosiernie ciezki plecak (przeklinalam po co kupilam tyle prowiantu na droge) i dlatego nie usmiechalo mi sie pokonywac pieszo zadnych kilomentow. Udalo mi sie wiec poprosic pana wyjezdzajacego z jakiejs stacyjki benzynowej, aby podrzucil mnie do jakiegos lepszego miejsca. Tym sposobem okropnie cuchnacym rybami samochodem zajechalam... w jeszcze gorszy punkt – na wyjazd z mcdonalda i auchan, gdzie samochodow jak na lekarstwo a i tak wiekszosc leciala na autostrade swiecko-warszawa. Z deszczu pod rynne. :-( Ale za to pan byl bardzo mily i dal mi 2 banany na droge (hehe, kolejny prowiant do dzwigania), co przyjelam jako dobry znak na poczatek podrozy. Tym sposobem pierwszy raz dane mi bylo poznac bol samotnego czekania...o ile w towarzystwie nawet 3 godziny moga zleciec przyjemnie, to samej - w dodatku z ciezkim plecakiem, w skwarze i w miejscu nie zwiastujacym duzych szans na szybkie jego opusczenie, kazda minuta dluzyla sie koszmarnie. Owszem, ostatnio sporo stopowalam sama, ale nigdy nie mialam okazji by czekac tak dlugo...przywyklam do troche innych standardow, troche mnie to rozpuscilo, ze raczej nigdy nie czekam dluzej niz 10 minut. No nic, pocieszam sie ze to tylko kiepskie dobrego poczatki - czekam po prostu na jakies specjalny start. No i w koncu pojawia sie wvbawiciel – jade do Leszna. Po drodze zauwazam przed nami samochod z krakowskimi rejestracjami – jest wiec szansa na szybkie nadrobienie straconych godzin. Trzeba walczyc! Przedstawiam kierowcy moj pomysl na “upolowanie” auta, ktory podchwytuje z duzym entuzjazmem. Wyprzedzamy wiec Krakowiaka klaksoniac i pokazujac napis “ Krakow”. Ok, Krakow, ale co z tego? Komunikat nie byl chyba do konca czytelny i przekonujacy... Robie wiec kolejne napisy “autostop” i “prosze!” - w lustrzanym odbiciu, aby kierowca widzial je w lusterku. Zadzialalo! Okazalo sie ze jestem pierwsza autostopowiczka w zyciu “upolowanego” kierowcy. Mam nadzieje ze nie ostatnia :) Gdy bylam jeszcze przed Katowicami dostaje telefon od Tomka. Okazalo sie ze zlapali stopa ...prosto na Wegry! I co teraz? Czekac na mnie czy jechac? Szybka decyzja - “Jedzcie, taka okazja moze sie nie powtorzyc, ja jakos sobie poradze...”. I tak wlasnie okazalo sie ze jade wlasnie wmoja pierwsza samotna zagraniczna podroz i pierwsza samotna taka dluga – oby tylko udalo sie dotrzec dzisiaj i nie utknac gdzies samej na Slowacji na noc...lubie wyzwania! jestem dobrej mysli – wierze we wlasne szczescie, ktore chyba przylaczylo sie do mnie w momencie wyjazdu z Poznania. W Krakowie nie stoje dlugo – za to duzo dluzej w korku na zakopiance – ale to juz w samochodzie. W Rabce rownie szybko lapie ciezarowke do granicy (Chyzne). Tam kolejka samochodow na ruchu wahadlowym. A w niej polski dziadek wybierajacy sie na Wegry. No to jade! Troche trudno bylo mi sie dogadac dokad konkretnie jedzie moj kierowca – mam malo szeczegolowa mape Europy (po co mialam brac inna, skoro Tomek ma mape Wegier?). W koncu kazuje sie ze jedzie bardziej na zachod, co oznacza ze jesli pojade z nim na wegry, to aby dojechac do Szodliget (okolice Vac), bede musiala sie cofnac najpierw do Budapesztu i tam sie jakos przebic na polnoc. Troche skomplikowany manewr, zwlaszcza noca, poza tym sporo nadrobionej drogi...decyduje sie wiec wysiasc na Slowacji i jechac przez Banska Bystrzyce i Zvolen skad prowadzi juz prosta droga do Vac. W pewnym momencie orientuje sie ze chyba zjazd na Banska Bystrzyce juz jakis czas temu minelismy (kiepsko ta slowacja oznaczona, a moja mapa niedokladna)– bylam przekonana ze bedziemy tamtedy jechac, ale okazalo sie ze kierowca nie chcial jechac platna autostrada. Proponuje mi ze wysadzi mnie za jakies 80 km – na krzyzowce, skad bede mogla odbic na Zvolen. Podejrzewam jednak ze tempem mojego kierowcy bedziemy tam juz o zmroku, po za tym nawet jesli zlapie stopa na wchod – do Zvolenia, to i tak bede musiala jakos wskoczyc w Zvoleniu na trase w strone Vac, co moze byc szczegolnie o tej porze skomplikowanym menewrem. To nie wrozy zbyt dobrze. Dziekuje wiec kierowcy i decyduje sie wysiasc na najblizszej stacji...i lapac stopa w odwrotnym kierunku – musze sie cofnac jakies 30 km do Ruzomberoku, skad leci trasa na Banska Bystrice, Zvolen no i Vac. To moj pierwszy stop na Slowacji – do tej pory zawsze ja przejezdzalam od granicy do granicy. Troche sie obwiam, niedlugo bedzie juz ciemno...jednak niepotrybnie - po chwili mam juz stopa. Kierowca jest informatykiem, ale okazuje sie filozofem z zamilowania. Nasza dyskusja filozoficzno-teologiczna (polsko-slowacko-angielska) szybko dobiega konca wraz z dotarciem do Ruzomberoku. Kierowca wysadza mnie w dobrym miejscu – wylot z miasta, duzo miejsca na zatrzymanie sie... niestety niewielki ruch. Chcialabym tutaj zlapac cos bezposrednio na Wegry, dopuki jest jasno, jednak gdy zatrzymuje sie mlody, energiczny Slowak i proponuje podwiezienie do Krupiny (40 km przed granica wegierska), decyduje sie jechac...Droga zlatuje niesamowicie szybko – nie dosc ze chlopak niezle zasuwa po autostradzie, to jeszcze non stop sie smieje, a konwersacja polsko-slowacka nie sprawia nam wiekszych trudnosci. Podoba mi sie slowackie przytakiwanie – hej, hej, hej, ano, hej... W pewnym momencie dzwoni telefon – do kierowcy dzwoni “frajerka”. Jak sie okazuje tak po slowacku mowi sie o swojej dziewczynie :D Powoli zaczna sie sciemniac...Cudownie byloby przyuwazyc jakis wegierski samochod...co chwila wyprzedzamy jakies auta, ale wszyscy to Slowacy. Mimo to caly czas towarzyszy mi optymizm (jak tu nie byc optymista, gdy cala droge sie smiejemy) – ma jakies przeczucie ze dzis dotre na Wegry. I wreszcie pojawia sie! Jest! Wegierski tir przed nami! Zapalamy wiec swiatlo w kabinie by byc widocznym i klaksoniac go wyprzedzamy a ja wystawiam przez okno napis “Hungary”. Tir mruga swiatlami – udalo sie! Zasuwamy wiec do przodu – do Krupiny juz tylko kawalek, tam wysiadam przy “czerpaczce” (stacja benzynowa :D) spokojnie sie wypakowuje, wkladam odblaskowa kamizelke by byc dobrze widoczna i czekam az nadjedzie wegierska ciezarowka. Udalo sie! Jade!!! Droga do celu mija na nietypowej konwersacji – okazuje sie ze kumpel kierowcy ma zone Polke, ktora zna wegierski. Dzwoni wiec do niej i sluchawka wedruje raz to do mnie, raz to do kierowcy :D Na szczescie kierowca wie gdzie jest Szodliget (troche obawialam sie jak tam trafie, bo Tomek mial mape gdzie on byl zaznaczony – ja jedynie pamietalam ze to gdzies w okolicy Vac, nad Dunajem. Ale nawet w atlasie samochodowym do ktorego zerkalam u jednego z kierowcow nie bylo jego zaznaczonego...). Trudno mi uwierzyc ze juz jestem na miejscu – zlecialo momentalnie (w sumie 14 godzin – od momentu wyjazdu z Poznania to 13). Nie liczac trudnego wyjazdu z Poznania, to chyba nigdzie nie stalam dluzej niz 10 minut. Na miejscu kolejne zdziwienie – Agi i Tomka jeszcze nie ma. Jestem pierwsza. Jak dobrze ze sa we dwojke i maja namiot. :) Jestem juz po obiadku (wegrzy jadaja go o 12! - zaloze sie ze jadlam go w tym czasie co moja rodzinka sniadanie) i sobie teraz leniuchuje na plebanii :) mam tu dostep do netu wiec mysle ze bedzie jeszcze okazja by napisac cos wiecej o tym miejscu.
środa, 09 lipca 2008
Czas znow wyruszyc na autostopowy szlak...
spokojnie, żyję jeszcze...trochę cicho było na blogu przez osatni
czas bo byłam totalnie pochłonięta sesją - wpadłam w iście naukowy
trans ;) już żyję najbliższą wyprawą - tym razem uderzam na południowy-wschód Europy. Wyruszam w piatek - kierunek: Węgry. Tam przez dwa tygodnie będziemy prowadzić kolonie, po czym ruszamy w dalszą trasę - Rumunia, Bułgaria, następnie chcemy dotrzeć do Istambułu i wrócić przez Bałkany lub przez Ukrainę - i tam wsiąść w pociag z Sevastopola do Lwowa...musimy wracać na początek września... oj zupełnie zapomniałam wrzucić na bloga linka do galerii po poprzedniej wyprawie. zapraszam wiec teraz do obejrzenia fotek z Mistrzostw Autostopowych Sopot-Monachium i wypadu do Innsbrucku. http://picasaweb.google.com/alternatywny.przewodnik/0805MonachiumInnsbruckMistrzostwaAutostopowe
poniedziałek, 19 maja 2008
Dziś o autostopie w radiowej Trójce
DZISIAJ - PONIEDZIAŁEK 19 MAJA W RADIOWEJ TRÓJCE o 15.00 AUDYCJA O AUTOSTOPIE - będzie ktoś może nagrywał? bo ja zajęcia w tym czasie mam...
Karin Stanek śpiewała piosenki, w wakacje kilkadziesiąt tysięcy osób zabierało się w podróż po Polsce z przypadkowymi kierowcami. Te czasy doskonale pamięta pan Andrzej Piwoński. Przez 22 lata (!) był dyrektorem Biura Autostopu. Dziś, przez godzinę, będzie naszym gościem. A Tomek Bystrzyński jeżdzi autostopem współcześnie, choć czasy książeczek jeszcze pamięta. Brał udział w "Wielkim Wyścigu" (pierwsza edycja), podróżował z naszymi reporterami w ramach projektu "Teren Europa". Wie, jak działa e-autostop. Opowie. Być może trafi się także Kuba Czupryński, autor książki "Autostop polski. PRL i współczesność". Magazyn Ludzi Niepotrzebnych to godzina, którą nazywamy Spotkaniem. ze http://www.polskieradio.pl/trojka/magazyn/?d=20080519 dzięki Kid za info! :)
czwartek, 08 maja 2008
Dla tych co przegapili w tym roku Mistrzostwa Autostopowe...
Okazuje się że nie tylko Polacy mają mistrzostwa autostopowe...22 maja odbędzie się kolejny wyścig, tym razem organizowany przez Niemców do...Polski :) Impreza o tyle ciekawa, że miejsce mety zostanie ogłoszone dopiero na starcie (w Berlinie), podobnie jak zostaną tam też dobrane pary...I prawdopodobnie nie będzie to jakieś wielkie, przytłączajace miasto z paskudnym campingiem (patrz Monachium), tylko jakas urocze polskie miasteczko :) Zapowiada się więc ciekawie... Szczegółowe informacje na: http://race.abgefahren-ev.de/en/index.html
wtorek, 06 maja 2008
Wszystko co dobre kiedyś się kończy...
No to jestem już w domu...wprawdzie tym razem medalu nie przywiozłam,
ale za to doskonale się bawiłam, natomiast wczoraj padł kolejny mój
prywatny rekord...jeszcze wczoraj o
11 przed południem byłyśmy w Innsbrucku, by w ciągu 16 godzin zajechać
do domu!!! :) (dla porównania zwycięski wynik MMA to 17 h 20 minut na
trasie Sopot-Monachium - szkoda że zawody są tylko w jedną stronę ;)) - zabawne - dłużej się chyba jedzie pociągiem w Bieszczady, niż nam zajął powrót z Alp :) oj wyprawa udana, udana...mnóstwo przygód i spontana czyli tak jak lubię...Alpy zdobyte - nie lada wyczyn w trampkach i spódnicy :D długo by pisać...ale to zrobię dopiero w Poznaniu - uniwerek mnie już wzywa...fotki tez obiecuję jakieś wkleić. fur Deutche, Osterreichen, Russian, Turkish (und anderen) Guten Leute: Danke Schón fur deine Hilfe!!! Wir haben 8en platze in Anhalten WeltMeisterSchaft - 20 studen vor Sopot nach Munchen. Und spater wir war in Alpen in Innsbruck. Gestern wir kommen zuruck nach Polen (16 stunden vor Innsbruck nach Gdańsk). Das war sehr, sehr, sehr gute Reise! Bitte warten fur fotos!
piątek, 02 maja 2008
8 miejsce w międzynarodowych mistrzostwach autostopowych!!!!!
Redakcja z radością i wielką dumą oświadcza, że Ewa Pieczyńska i Łucja Rej z nr startowym 103 zajęły ósme miejsce międzynarodowych mistrzostwach autostopowych na trasie Gdańsk - Monachium. Miejsce w pierwszej dziesiatce zdobyly przybywajac na mete mistrzostw o godz 8.45. Gratulujemy!!!
czwartek, 01 maja 2008
OD redakcji - newsy od ewki, cz I
Oto wiadomości nadsyłane przez szaloną autostopowiczkę Ewkę: 12:15 - (niezly czas!!!) Ewka z Lucją w pierwszym pojeździe - jadą do Osowej na obwodnicę 14:50 - Zblewo koło Starogardu Gdańskiego... juz jakas godzine, do tego towarzysza nam tu jeszcze 2 pary...sterczymy tu no coz, nie udalo nam sie miec rewelacyjnego startu, ale dalej walczymy! godz. 16:11 SMS - "Dobra passa wreszcie się zaczęła. Najpierw utknęłyśmy na obwodnicy, potem w Zblewie, skąd wybawiła nas szalona ekipa - Dawid, Sylwek i Zbychu - serdeczne pozdro, którzy z zawrotną prędkością dowieźli nas do Czarnej Wody, gdzie bardzo szybko złapałyśmy stopa do Czerska. Tam zastała nas burza, która chyba okazała się zbawienna, bo moknąc na drodze wzbudzałyśmy litość, tak że momentalnie złapałyśmy stopa ... do Berlina! z rosyjskim kierowca:-) Minęłyśmy Chojnice i gnamy do przodu! godz 19.42 SMS - Zblizamy sie do granicy., sloneczko pieknie zachodi, w kolo zielono, sluchamy ruskiego dicho, uczymy sie gawaric pa ruski i jest super! dawno zadnych autostopowiczow nie mijalismy... I RUUUUSZYLI!!! - XI MIĘDZYNARODOWE MISTRZOSTWA AUTOSTOPOWE 2008 SOPOT – MONACHIUM rozpoczęte
Punktualnie o 12 żegnane przez tłumy fanów Ewa Pieczyńska i Łucja Rej wyruszyły na trasę mistrzostw autostopowych. Kierunek : Monachium.
Notka ta będzie na bieżąco aktualizowana w momencie jeśli do „redakcji” napłyną jakieś nowe wiadomości z trasy.
W planie dziewczyny mają jak najszybciej dostać się na granicę niemiecką – w Świecku (Kołbaskowa nie brały pod uwagę, jako że stamtąd trudno będzie się im wydostać na południe). A potem już prostą drogą (autostradą J) do Monachium – tu już będzie łatwo. Z dotychczasowych doświadczeń wynika że Niemcy to prawdziwy raj dla autostopowiczów, i raczej nie ma najmniejszych problemów z łapaniem stopa.
środa, 30 kwietnia 2008
XI MIĘDZYNARODOWE MISTRZOSTWA AUTOSTOPOWE 2008 SOPOT -MONACHIUM – 13 godzin przed startem…
XI MIĘDZYNARODOWE MISTRZOSTWA AUTOSTOPOWE 2008 SOPOT -MONACHIUM – 13 godzin przed startem… Już niedługo…już niedługo…napięcie rośnie… Jutro punktualnie o 12 324 uczestników wystartuje z Sopotu, by ścigać się do Monachium. Oczywiście autostopem. Wśród nich ja i Łucja. Jak pójdzie tym razem? O tym będziecie informowani na bieżąco na blogu, gdzie dzięki nowoczesnej technologii i życzliwości przyjaciół będziecie na żywo śledzić naszą trasę! Konkurencja w tym roku wyjątkowo duża, no ale przecież najważniejsza jest zabawa. Po starannych przygotowaniach czuję się już gotowa do startu…Plecak spakowany (a w nim kilka przydatnych, specjalnych gadżetów), mały trening na trasie Poznań-Gdańsk już dzisiaj odbyty (dziwnym zbiegiem okoliczności jechałam m.in. z kierowcą pochodzącym...z Monachium - mam nadzieję że to dobry znak), a w głowie staranny i misterny plan – analizowany dokładnie podczas porannej kąpieli i wstępnie testowany podczas wieczornego wybadania miejsca startu. Tak jak rok temu punktem strategicznym była granica, tak w tym roku z uwagi na stosunkowo krótką trasę i dużą liczbę uczestników takim punktem może okazać się już Tczew. Dlatego przetestowałyśmy różne formy dojazdu tam. Kolejny punkt strategiczny – granica niemiecka. Ale nawet najlepszy plan jest niczym bez szczęścia. A w szczęście trzeba wierzyć i do siebie przyciągać. Trzymajcie kciuki! Do zobaczenia na starcie (i mecie…)!
czwartek, 24 kwietnia 2008
w telegraficznym skrócie
Po pierwsze życzę sympatycznemu kierowcy który wiózł mnie z Alą 2 tygodnie temu na trasie Strzelno-Poznań wszystkiego najnajnajlepszego na nowej drodze życia oraz przesyłam najserdeczniejsze życzenia dla małżonki. Sto lat młodej parze! Po drugie coraz większymi krokami zbliżają sie kolejne Mistrzostwa Autostopowe - w tym roku do Monachium. Nie zabraknie mnie z pewnością na starcie (jesli chodzi o metę to już pewność mniejsza ;))... Dziękuję wszystkim którzy tego dopilnowali bym się zgłosiła (choć pomysłów na ten weekend miałam sporo). :) I super ze tylu ludzi w to wkręciliście! Szczegółowe info na temat zawodów: http://www.klubprzygody.pl/?strona=news&id=44&dzial=ogolny DO ZOBACZENIA NA STARCIE!!! Myślami już jestem na wakacjach - plan na ten rok, to uderzyć na południowy-wschód - Rumunia, Bułgaria, Turcja, Bałkany... co oczywiście nie oznacza że do tego czasu porzuciłam autostopowe włajaże - to już chyba naprawde nałóg. Odkąd mieszkam w Poznaniu ciągle jestem właściwie w drodze - szlajam się po Polsce i bliższych jej okolicach - już chyba ze 3000 km prowadziły mnie drogi z i do Poznania :D W zeszłym tygodniu wróciłam z wizyty w ośrodku dla uchodźców w Smoszewie pod Warszawą, w ramach projektu Uchodźcy: Teoria i praktyka. Wrażeń co niemara... No i wreszcie mam gości w HospitalityClub (w tych żadkich momentach kiedy bywam w Poznaniu ;). Coraz więcej, coraz częściej :) Zapraszam wszystkich w me progi! A przed chwilą trafiłam na stronkę Heńka z naszego wolontariatu MWDB, któregy niedawno wyleciał do Zimbabwe (a wczesniej byliśmy razem w Libanie). Baardzo interesująca lektura - polecam! http://heniek-liban.blogspot.com/
sobota, 12 kwietnia 2008
"Moja Afryka" Kingi Choszcz już w księgarniach!
"Lato prawie odeszło, dni coraz chłodniejsze, poprzednia podróż
uwieczniona w książce... Nadchodzi czas na kolejne przygody. Na ostatni
kontynent, który na mnie czeka. Tak - Afryka wzywa!" Kilka dni temu odbyła się premiera książki "Moja Afryka" Kingi Choszcz- książkowego wydania pamiętników z jej ostatniej wyprawy. Chyba muszę wyruszyć na polowanie do księgarni! Szkoda tylko że nie mogło być mnie na uroczystym spotkaniu inauguracyjnym, choć się wybierałam - eh, terminy mi się pokręciły... Więcej na temat książki: http://www.polskatimes.pl/293,31021.htm Strona Kingi o podróży do Afryki: http://www.kingafreespirit.pl/kingapl/ Fundacja Free Spirit: http://www.fundacjafreespirit.pl/index0.html Audycja radiowa: http://krzysztofrozmus.net/zapiski/zdjecia/0021/Kinga-Choszcz-Radio-Gdansk.mp3 a tak apropo - czy ktoś z czytających te słowa jest moze w posiadaniu mojego egzemplarza książki "Prowadził nas los"? Kompletnie nie pamietam komu go pożyczyłam, a już się stęskniłam za tą książką... |
Archiwum
O autorze
Ostatnie notki
Zakładki:
Kontakt
Księga gości
Moje zdjęcia z podróży
Strony - miejsca na świecie
Strony autostopowe
Strony autostopowiczów
Strony podróżnicze
Strony podróżnicze trampingowe
Strony podróżniczy niezbędnik
Strony rozmaite
Złapani na trasie - strony moich kierowców
Znajomi
|